Kiedy?:2008-11-01
O której?: 10:06:22

Myśl: Rozdział pierwszy -
 Jak co roku, powracam do Hogwartu. Może nie z takim wielkim hukiem, niż bym się tego spodziewała, ale wracam. Wracam, by rzekomo się uczyć. Tak, mamo, tak, tato. Będę za wami tęsknić.
 Za każdym razem, kiedy wsiadam do pociągu wiozącego mnie do Hogwartu, mam nieodparte wrażenie, że rozpoczyna się coraz to nowsza przygoda. Przygoda. Czy przygodą można nazwać problemy, które są tym nowsze ile nowszego mam chłopaka? 
 Tak więc, wymieniwszy pożegnalne uściski z rodzicami wsiadłam. Myślę, że mojej mamie za każdym razem jest bardzo żal, że musi swoją ukochaną, jedyną córeczkę wysyłać do Hogwartu zamiast na zawsze trzymać przy sobie. No cóż, droga mamusiu. Twoja córeczka ma sześciu braci. Jestem tak zahartowana w bojach, jak chyba żadna dziewczyna. 
 Mój „kochany” braciszek został prefektem. Kiedy przyszła do niego sowa zawiadamiająca jego i całą naszą rodzinę, mama popłakała się ze wzruszenia, a ja ze śmiechu. Jego mina... Chyba z pół godziny leżałam na podłodze w łazience i kwiczałam ze śmiechu. 
 Teraz Ron patroluje pociągowe przedziały wraz z Hermioną, która prefektem również została. Nie powiem, jej należy się taka władza. Przecież „nigdy” nie nagięła hogwarckiego regulaminu. No, zdarzały się wyjątki. Kilkanaście razy do roku. O szczegółach nie mogę niestety za wiele powiedzieć, bo kiedy zaczynałam pytać Hermionę, ta zmieniała tematy na jej zdaniem weselsze – czyli dotyczące moich relacji z moimi chłopakami. Ciągle się zmieniającymi.
 Ona o tym nie wie, i nie wie o tym nikt, ale ci wszyscy chłopacy to tylko zabawa. Od zawsze w moim sercu był Harry. Zawsze. Mogłabym mieć nadzieję, że go zdobędę, że będzie tylko mój. Niestety, on w swoim sercu ma tylko zbawienie świata a w głowie Lorda Voldemorta. 
 Znaleźliśmy sobie wspólny przedział, ja, Neville, Luna i Harry. Myślę, że temu ostatniemu strasznie brakowało towarzystwa dwójki najlepszych przyjaciół, ale cóż. Myślę, że będzie musiał zadowolić się towarzystwem trojga może nie najlepszych, ale również przyjaciół. Bo na status przyjaciółki u Harry’ego sobie zasłużyłam.
- Luno, jak spędziłaś wakacje? – ni z tego ni z owego w przedziale rozległ się mój głos.
- Ah. Nic takiego nie robiłam. Wyruszyliśmy z tatusiem na poszukiwanie chrapaka krętorogiego. – mówiła, kiwając głową a w jej uszach dyndały się ... rzodkiewki? Zaraz, zaraz. Czy to nie są te sterowalne śliwki, o których tyle się nasłuchałam w tamtym roku?
- A ty, Neville? – zapytał Harry. 
- Siedziałem w domu, z babcią, która każdej osobie nas odwiedzającej chwaliła się moją odwagą, którą rzekomo wykazałem w Ministerstwie.
 W przedziale rozległa się cisza. Chyba nie na ten temat chcieliśmy zejść. Chyba pora go zmienić, ze względu na Harry’ego. On chyba najbardziej przeżył to, co się tam wydarzyło. Przepowiednia dotycząca jego osoby, śmierć Syriusza, za którą wziął na siebie odpowiedzialność...
- Neville! A gdzie jest twoja Teodora? – zapytałam, żeby tylko zmienić temat.
- Uciekła mi. Prawdę mówiąc, nie tęsknię za nią. Była obleśna. Teraz mam ją. – powiedział i pokazał nam małą śnieżną sówkę 
- Nazwałeś ją chociaż? – zapytałam przytomnie.
- Wiesz, na razie nazywa się Sowa, ale wolałbym, żeby miała trochę bardziej kreatywne imię...
- Eleonora. Może być? - zapytałam
- Może...

 I pociąg pokonywał drogę do Hogwartu... 

 

 Pierwsza notka. Trochę nudnawa, ale jest tu coś, co będzie miało znaczenie w późniejszych odcinkach. Następna notka za tydzień. ;)


skomentuj || (0)



____________________

przeszłość
2008
listopad




godne podziwu


____________________

szablon wykonała Inés, z pomocą grafiki znalezionej na komputerze
więcej na graficznej garderobie
całość sponsoruje mylog


# pamiętnik # cała ja # ____________________